3 listopada 2011

Intro czyli fragmencik Rhapsody of Fire

Na wstępie tego króciutkiego postka chciałbym poinformować Państwa, że nie jestem na bieżąco z muzyką zwaną metalową, więc niestety nie będę w stanie informować Państwa o nowościach, choć do płyty Meatlliki z Lou Reed’em chętnie zajrzę, a także moja erudycja muzyczna nie należy do godnych pozazdroszczenia, dlatego postaram się pisać o kwestiach, na które zwróciłem dawniej uwagę, a łączą się one z tematami metalaja. Aha, przepraszam również za mój lichy styl, mam nadzieje, że nie będzie on przeszkadzał Państwu zbyt mocno. Tyle o mnie.

Kilka lat temu zetknąłem się z twórczością powermetalowego Rhapsody of Fire. Moja wiedza na temat powermetalu jest mniejsza niż znajomość repertuaru Sary Tavares, ale wydaje mi się, że Włosi doskonale wpisują się w ten gatunek: szybkie wokale, patetyczne refreny, nadmierna orkiestracja itd. Nic specjalnego. Nie mam, prawie, zamiaru zachęcać Państwa do zapoznawania się z ich twórczością, raczej nie warto. Ale istnieje pewna płyta, Power of The Dragonflame, a na niej pewien utwór: Gargoyles, Angels of Darkness, o aspekcie godnym uwagi, a mianowicie o wstępie. Wstępie, lub tzw. intro, nawiązującym do etiud Brouwera, kompozycji Tarregi i partytur Rodriga. No, może trochę przesadziłem, ale i tak warto zapoznać się z tymi pierwszymi dwiema minutami i dziesięcioma sekundami, szczególnie z dbałością o dźwięk i zabiegami dynamicznymi, tak rzadko spotykanymi w muzyce rozrywkowej. Przyjemnego słuchania.


Na zakończenie poproszę, gdyby ktoś z Państwa miał z tyłu głowy godne uwagi intro (oczywiście pozostające stylistycznie w kręgu muzyki cięższej,) o podzielenie się nim.
Pozdrawiam
S…

4 komentarze:

  1. "przepraszam również za mój lichy styl" - ateiści weźcie się do nauki! aaa, to nie ten blog :P ale przyzwyczajenia zostają...

    pierwsze 10 sekund faktycznie majstersztyk, zastanawiam się nad pozostałą resztą utworu - czy to kwestia gustu, czy zwykła tandeta powermetalu i to pesudopotężne brzmienie...?

    Więc zaznaczam i "dobre" - te 10 sekund i "słabe" - reszta. Choć może kiedyś się do tego przekonam, ale pewnie nie w tym życiu.

    PS Lou Reeda da się posłuchać :P Dzięki za wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zobaczyłem słowo "powermetal" pomyślałem "DYSHONOR!", ale tytuł wydał się znajomy i okazało się, że zdarzyło mi się parę razy pograć ten utwór na klawiaturze we Frets on Fire.
    Zawsze wabiło mnie intro. Kiedy się kończyło, co refren plułem sobie w brodę, że w ogóle to włączyłem.
    Dziwie się, że płyty, na które nagrywany jest ten utwór nie stają się kwadratowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. @pacman:
    Te płyty prawdopodobnie stają się kwadratowe, więc ani ich posiadanie, ani próba odtwarzania nie mają większego sensu : )

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście. Nie spotkałem jeszcze nikogo z powermetalową płytą...

    OdpowiedzUsuń